W skrócie
Usuwanie staje po piątej albo szóstej sesji i nie jest to błąd techniki. Pigment nie leży w jednej warstwie: najpłycej jest go najwięcej i jest najgęstszy, więc pochłania dużo światła i pęka nawet przy niższej energii, przez co pierwsze sesje idą dobrze niemal każdym urządzeniem z falą 1064 nm. Głębiej zaczynają działać dwie ściany. Pierwsza to energia i czas: światło rozprasza się w skórze, więc impuls o niskiej energii albo zbyt długi podgrzewa głęboko osadzony pigment, zamiast go rozbić. Druga nie ma nic wspólnego z mocą: pigment pochłania światło wybiórczo, więc czerń bierze 1064 nm, czerwienie 532 nm, a zieleń i błękit pochłaniają najlepiej w okolicach 694 nm i 755 nm, czyli w laserach rubinowych i aleksandrytowych. Laser bez tych cech kończy pracę w połowie. Dla kolorowego tatuażu pytanie nie brzmi więc, ile sesji, ale czy ten laser w ogóle ma czym go usuwać.
Ten moment ma w gabinecie konkretny numer: piąta lub szósta sesja. Do tej pory tatuaż bladł z każdą wizytą, klient był zadowolony, zdjęcia porównawcze wyglądały dobrze. Teraz między sesjami nie zmienia się nic. Pigment nie schodzi, a Ty zaczynasz podnosić energię. Ten tekst wyjaśnia, dlaczego tak się dzieje, i dlaczego nie jest to błąd techniki.
Dlaczego pierwsze sesje idą najlepiej?
Pigment w tatuażu nie leży w jednej warstwie. Najpłycej jest go najwięcej i jest najgęstszy, więc pochłania dużo światła i pęka nawet przy niższej energii. Na tym etapie niemal każde urządzenie z falą 1064 nm coś z tatuażem zrobi, a pierwsze dwa, trzy zdjęcia porównawcze wychodzą dobrze niezależnie od klasy lasera. To usypia czujność, bo wygląda, jak gdyby proces miał iść w tym tempie do końca.

Gdy płytkie warstwy znikną, w skórze zostaje to, co najtrudniejsze: pigment osadzony głębiej, rzadszy, często w otoczeniu blizny po samym tatuowaniu. Od tego miejsca różnice między laserami przestają być teoretyczne.
Co dzieje się z wiązką w głębi skóry?
Światło lasera, przechodząc przez naskórek i kolejne warstwy skóry właściwej, rozprasza się i słabnie. Do pigmentu na głębokości dociera tylko część energii, która wyszła z rączki. Jeśli energia na starcie jest niska, a impuls długi, to na głębokości nie zostaje już nic, co mogłoby pigment rozbić. Laser go tylko podgrzewa. Efektem jest brak postępu i rosnące ryzyko przegrzania tkanki wokół, bo operator kompensuje brak efektu wyższym ustawieniem i większą liczbą przejść.
Do tego dochodzi stabilność. Laser, który przy ustawionych 450 mJ raz daje 450 mJ, a raz 300 mJ, na płytkim pigmencie i tak zadziała, bo margines jest duży. Na głębokim pigmencie margines znika: słabsze impulsy nic nie robią, mocniejsze robią za dużo. Producent podaje tę stabilność w procentach; 10–15 % dla lasera kompaktowego z pasywnym Q-Switch, 3–5 % dla lasera stacjonarnego z aktywnym Q-Switch, 1–3 % dla pikosekundowego. Ta liczba mówi więcej o tym, czy laser dokończy proces, niż moc w watach.
Nano czy piko: fizyka impulsu
Laser nanosekundowy Nd:YAG Q-Switch działa impulsem rzędu 6–10 ns. Pigment pochłania światło, nagrzewa się gwałtownie i pęka: efekt jest głównie fototermiczny. Działa dobrze na czarny i ciemny pigment, a im krótszy impuls i im wyższa, stabilniejsza energia, tym głębiej sięga. Modestic Edge pracuje impulsem 6 ns, energią do 1 200 mJ przy 1064 nm i aktywnym Q-Switch, który wyzwala każdy impuls elektrooptycznie, z równą energią. Czym to się różni od pasywnego Q-Switch, opisaliśmy osobno.

Laser pikosekundowy skraca impuls do 350–450 ps, czyli o rząd wielkości. Tak krótki impuls rozbija pigment falą akustyczną, mechanicznie, zanim energia zamieni się w ciepło. Cząstki są drobniejsze, więc układ limfatyczny usuwa je sprawniej, a tkanka wokół nagrzewa się mniej. To dlatego Modestic Pico rusza pigment, który po serii nanosekundowej stoi w miejscu. Pełne porównanie obu technologii jest na stronie nano czy piko.
Kolor: czego nie biorą 1064 i 532 nm
Druga ściana nie ma nic wspólnego z mocą. Pigment pochłania światło wybiórczo: czarny i granatowy falę 1064 nm, czerwony, pomarańczowy i różowy falę 532 nm. Błękit i zieleń słabo reagują na obie i pochłaniają najlepiej w okolicach 694 nm i 755 nm, czyli w laserach rubinowych i aleksandrytowych. Laser, który ma tylko 1064 nm i 532 nm, usunie czarny napis i czerwoną różę, ale niebieski kontur i zielony liść zostawi w skórze niezależnie od liczby sesji. Rączki barwnikowe 585 nm i 650 nm, które w naszej ofercie ma tylko Pico, pracują energią rzędu 100 mJ: wystarczająco przy kolorowym makijażu permanentnym, za mało przy gęstym tuszu tatuażowym. Nie sprzedajemy ich jako odpowiedzi na kolorowy tatuaż. Rozpisaliśmy to przy zieleni i błękicie.
Dla kolorowego tatuażu pytanie nie brzmi więc „ile sesji”, ale „czy ten laser w ogóle ma czym go usuwać”. Odpowiedź warto znać przed pierwszą sesją, nie po piątej.
Co to znaczy dla studia tatuażu?

Studio ma dwa rodzaje klientów usuwania. Pierwszy chce cover-up: stary tatuaż ma zostać rozjaśniony na tyle, żeby nowy projekt go przykrył. Tu nie trzeba dochodzić do czystej skóry, trzeba równo i przewidywalnie zdjąć gęstość na całej powierzchni, w rytmie 6–8 tygodni między sesjami, tak żeby artysta mógł zaplanować termin. Do czarnego pigmentu wystarcza laser nanosekundowy z aktywnym Q-Switch; przy kolorowym starym tatuażu rozjaśnienie zatrzyma się na zieleni i błękicie.
Drugi klient chce usunąć tatuaż do czystej skóry. Tu ściana z głębokim pigmentem przychodzi zawsze, a od klasy lasera zależy, czy studio przez nią przejdzie, czy odeśle klienta po pięciu sesjach do konkurencji. Uczciwa rozmowa na starcie brzmi: nie obiecujemy liczby sesji, bo zależy od pigmentu, głębokości i skóry, ale mamy urządzenie, które dokończy proces.

Jaki laser dokończy proces?
Modestic Ultra to techniczne minimum do tatuaży: dwa pręty Nd:Ce:YAG, 450 mJ, 1064 nm i 532 nm, pasywny Q-Switch. Wystarcza gabinetowi PMU, który przyjmuje małe czarne tatuaże obok brwi i ust. Modestic Edge to laser dla salonu usuwania i studia tatuażu: aktywny Q-Switch, do 1 200 mJ, 1–10 Hz, plamka 2–10 mm, praca cały dzień. Modestic Pico to laser do przypadków, przed którymi inne stanęły, i do kolorów.

Nasza opinia: studiu tatuażu, które wchodzi w usuwanie, wystarcza Edge, bo większość jego pracy to rozjaśnianie czarnego pigmentu pod cover-up, a nie usuwanie do zera. Zmienimy zdanie, gdy w portfolio studia dominują kolorowe realizacje albo gdy klienci przychodzą głównie po usunięcie całkowite; wtedy brak fal biorących zieleń i błękit oraz dłuższy impuls będą odsyłać co trzeciego klienta.
Jeśli obecny laser stanął na piątej sesji, nie musi stać w gabinecie do końca leasingu. W programie wymiany wyceniamy go do 100 % wartości, a nowy laser trafia do gabinetu przed odbiorem starego. Kiedy wymiana ma sens, a kiedy wystarczy przegląd, rozpisaliśmy we wpisie o wymianie lasera.
porównaj lasery nanosekundowe i pikosekundowe
Najczęstsze pytania
Dlaczego tatuaż przestaje schodzić po kilku sesjach laserem?
Bo płytki, gęsty pigment reaguje na każde urządzenie, a po jego rozbiciu zostaje pigment głęboki, do którego wiązka dociera rozproszona i osłabiona. Laser o niestabilnej lub niskiej energii i długim impulsie w tej warstwie już tylko podgrzewa pigment, zamiast go rozbijać. Proces staje na granicy urządzenia, nie techniki.
Czy laser nanosekundowy usunie kolorowy tatuaż?
Czerwienie, pomarańcze i róże tak, falą 532 nm. Błękity i zielenie pochłaniają najlepiej w okolicach 694 nm i 755 nm, czyli w laserach rubinowych i aleksandrytowych, których nie mamy w ofercie. Rączki barwnikowe 585 nm i 650 nm w Modestic Pico pracują energią rzędu 100 mJ, co wystarcza przy kolorowym makijażu permanentnym, ale nie przy gęstym tuszu tatuażowym.
Jaki laser do rozjaśnienia tatuażu pod cover-up?
Rozjaśnienie pod cover-up nie wymaga usunięcia do zera, wymaga równej pracy na dużej powierzchni i przewidywalnego tempa. Do czarnego pigmentu wystarcza stacjonarny laser nanosekundowy z aktywnym Q-Switch, na przykład Modestic Edge. Przy kolorowym starym tatuażu potrzebny jest laser pikosekundowy.




